Selekcja negatywna

Na pewno nie będę w tych wyborach głosował na żadną z partii, które do tej pory "reformowały" służbę zdrowia w Polsce. Początek był sensowny, ale zaraz potem ta sama opcja (AWS/UW) przetrąciła kasom chorych kręgosłup, podporządkowując je samorządom. Kolejni kolesie (SLD) poszli dalej, masakrując system, który ledwie doszedł do siebie i tworząc centralnie sterowanego molocha zwanego NFZ. A PiS na razie zrobił tylko tyle, że wymienił sensownego prezesa NFZ na swojego (mordo ty moja?) człowieka, zaś chwali się głównie tym, jak to wpompował w chory system grube miliardy, które oczywiście rozeszły się bez widocznych efektów. Kto nie wierzy, niech spróbuje skorzystać z usług przeciętnego publicznego szpitala w Polsce.

Nie będę też głosował na tych, którzy do tej pory tak pięknie mówili o wyzwaniach nowoczesności, inwestowaniu w rozwój itd., nie dając przy tym ani grosza więcej na polską naukę. Naukowcy okazali się frajerami, ponieważ nie strajkowali, nie wysypywali zboża ani nawet nie rzucali probówkami z kwasem masłowym w budynki rządowe. Dlatego klepią biedę, a Polska konsekwentnie nie nadrabia zaległości (z pustego i Salomon się nie wypróżni, jak wiadomo). I znów - powyższe odnosi się praktycznie do wszystkich "zmian na górze" od 1989 r. Dodatkowe punkty należą się tutaj jeszcze LPR-owi za jego nieskażone myśleniem podejście do teorii ewolucji.

Na moje poparcie nie mogą też liczyć ci, którzy obiecywali obniżkę podatków, ale jakoś jej nie wprowadzili, wykazując się przy tym kompletnym niezrozumieniem idei podatku liniowego. Ani ci (ci sami zresztą), którzy zapowiadali "tanie państwo", a w praktyce zajęli się mnożeniem ministerstw, służb i innych ciepłych posadek dla swoich (mordy wy moje?) ludzi i chwilowych koalicjantów. Nie dopuszczając przy tym do świadomości, że prawdziwy podatek liniowy oznaczałby drastyczne zmniejszenie liczby urzędników skarbowych. Mowa tu oczywiście o całej do niedawna istniejącej koalicji rządowej.

Nie oddam też głosu na tych, którzy uważają, że w walce z patologiami - szczególnie ze sztandarową ostatnio korupcją - najważniejsze jest straszenie, zastawianie pułapek, inwigilowanie i karanie. Bo owi ograniczeni umysłowo ludzie nie pamiętają mądrości narodów pt. "okazja czyni złodzieja", z której wynika, że korupcji będzie mniej, jeśli urynkowi się służbę zdrowia, ograniczy liczbę ulg podatkowych i innych uznaniowych decyzji urzędniczych, zlikwiduje niepotrzebne koncesje itp. Krótko mówiąc - za wszystko powyższe PiSowi zdecydowanie już dziękujemy.

Moralnie brzydzi mnie też alians byłych działaczy Solidarności z pogrobowcami PRL (jak by nie byli odmalowani). Spadające notowania zmuszają do czynów rozpaczliwych, ale trzeba mieć też trochę przyzwoitości, panowie LiDowcy. Podobnie żenujące jest "małżeństwo z rozsądku" zawarte przez LPR z UPR. Pierwsza z tych partii nie potrafi wymówić bez obrzydzenia słowa "liberalizm", które wszak jest głównym określeniem przychodzącym na myśl w związku z partią drugą. Czego się nie robi dla paru mandatów...

Nie mam więc za wielkiego wyboru. I choć nie wierzę, że PO zdobędzie większość czy utworzy zdolną do rządzenia koalicję, to przecież pójdę głosować. Głównie dla zasady, ale lepsze to niż nic.